IndeksGalleryFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Drake Rousseau



Liczba postów : 54
Join date : 08/12/2014

PisanieTemat: Salon    Wto Gru 09, 2014 7:04 pm

Pomieszczenie, w którym tętni życie. Jest to całkiem przytulne miejsce, jednak ma w sobie wiele... przeszłości. Meble pozostają niezmienne od polowy lat 50. Nieco poniszczone, stare skórzane kanapy i fotele, które stoją przy dosyć dużym telewizorze. "Kolorowe pudełko" proponuje jednak niewiele ciekawych programów. Duże drewniane okna zakrywane są koronkowymi, białymi firanami w kwieciste wzory. Na podłodze z linoleum leży dosyć duży czerwony dywan. Ponadto znajduje się tam kilka pomniejszych stolików, przy których można usiąść i uciąć pogawędkę, pograć w szachy lub w karty. Ogólnie w tym miejscu znudzeni pacjenci mogą spędzić trochę czasu pośród innych.
Pacjenci z trzecim stadium choroby mogą przebywać w tym miejscu max. 3-4 godziny pod stałym nadzorem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theasylum.forumpolish.com
Oliver Collins



Liczba postów : 7
Join date : 10/12/2014

PisanieTemat: Re: Salon    Czw Gru 25, 2014 6:13 pm

Zamiast zajmować się swoimi sprawami, Collins musiał zajmować się nadzorowaniem salonu. Mógłby w międzyczasie robić cokolwiek, odkrywać, uczyć się, tworzyć cosś przydatnego. Tu musiał pilnować bandy osobników co najmniej dziwnych i cały czas mieć na nich oko, żeby nie pozabijali się nawzajem ani nie sikali do doniczek, czy też na ściany. Stał oparty o ścianę pogrążony we własnych rozmyślaniach na tematy zbyt inteligentne, by ktokolwiek mógł je zrozumieć i ogarnąć swoim umysłem. Spojrzał na zegar. Jeszcze dobrą godzinkę musi tu posiedzieć... Na całe szczęście nie był sam, w pomieszczeniu znajdowali się też inni lekarze i ochrona. Jakby sami ochroniarze nie mogli tu siedzieć i pilnować pacjentów. Prychnął cicho z pewnym znudzeniem, zrezygnowaniem w stosunku do otaczającej go nudnej, głupiej rzeczywistości. Pozwolił sobie zająć jeden ze stołków i z niego obserwować wszystko i wszystkich.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Adrien "Gottago" Marshal



Liczba postów : 4
Join date : 12/12/2014
Skąd : Z januszowni

PisanieTemat: Re: Salon    Czw Gru 25, 2014 9:31 pm

Nie podobało mu się tu. No dobra, nie podobało mu się nigdzie. Komu zresztą podobałaby się ta placówka? Przekraczając próg, skrzywił usta, czując panującą tu atmosferę. Rozejrzał się po pomieszczeniu. Nie podobało mu się tutejsze podejście do pacjentów, wróć... Nie podobało mu się podejście do niego. On był z nich wszystkich najnormalniejszy, a miał wrażenie, że był traktowany jak wszyscy inni. Nie, to nie jest wrażenie. Dałby sobie łapę odciąć, że tak jest.
Jedynym plusem tego miejsca było to, że był tu telewizor. Jeden zasrany, ale niczym błogosławieństwo z nieba telewizor. Usiadł na kanapie, mając na twarzy wciąż taką samą marudną minę jak przedtem. Wziął pilota do ręki i włączył urządzenie. Starał się odciąć od świata, który toczył się dalej. Zamknięty w sobie, biedny Adrian wpatrywał się w telewizor, chociaż z czasem i na nią przestał zwracać uwagi. Czas, jaki tu spędzał, płynął tak powoli, że czuł, że zwariuje. No, o ile już pewnie nie zwariował. Ale przede wszystkim starał się, by jego myśli nie krążyły wokół jego choroby. Żeby nie krążyły wokół żadnej choroby. Najlepiej, żeby w ogóle nie krążyły.
Potem poczuł na sobie czyjś wzrok, co go wyciągnęło z jego własnego świata. Wtedy zdążył zauważyć, jak bardzo zaciskał oparcie kanapy, wbijając w nie paznokcie, a dłoń dość mocno zaciskał na pilocie, a całe to jego wewnętrzne napięcie wskazywała jego groźna, chłodna mina. Skierował swoje niebieskie spojrzenie w stronę z jednego z doktorków, który siedział przy stoliku i zawiesił na nim wzrok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Oliver Collins



Liczba postów : 7
Join date : 10/12/2014

PisanieTemat: Re: Salon    Czw Gru 25, 2014 9:50 pm

Mężczyzna jak zawsze nudził się w towarzystwie głupszych od siebie, o ile to, co miał tu każdego dnia od czterech cholernych lat można było nazwać towarzystwem godnym czegokolwiek. Banda świrów, no i nie mowa tu nawet o pacjentach, bo tak mówić nie wypada. Lekarze to banda hipochondryków i sadystów, zaś klawisze, zgrabnie zwani ochroną, byli nie lepsi, o nie.
Sam Oliver do idealnych nie należał, ale był przecież profesjonalistą, no i obiecał sobie odnaleźć lek na to cholerstwo. Nie był specjalnie empatyczny i wiedział, że jego siostra to jeden z wielu przypadków, jednakowoż nie chciał po prostu, by ktoś jeszcze musiał znosić stratę bliskiej osoby.
Siedział sobie, nikomu nie wadząc. Zadowolony z braku jakiejkolwiek zadymy podczas jego zmiany był też mimo wszystko znudzony tym, że świat jest taki monotonny. Jedyne, co było ciągle zmienne, bowiem wartość tego się powiększała, był jego umysł. Inteligencja była dla niego jedną z najwyższych wartości, niezwykle cenił ją niemal od zawsze, jednak prawdopodobnie była to kwestia tego, że właśnie tak został wychowany. Stworzony do nauki, od zawsze przeznaczony do powiększania wiedzy i talentu, co zresztą bardzo mu odpowiadało.
Zauważył, że ktoś gapi się na niego. Ten ktoś to był pewien ciemnowłosy dzieciak, który widocznie miał jakieś porachunki zarówno z kanapą, telewizorem, jak i z pilotem od niego. Oliver zmrużył oczy, mierząc go wzrokiem i kręcąc głową. Zlazł ze stołka i podszedł do niego.
- Myślę, że niemile widziane będzie zniszczenie sprzętu. Spokojnie, w razie czego poproś kogoś o nagranie ci czegoś... czego tam chcesz. - Zupełnie nie wiedział, co młodzież może oglądać w kolorowym pudełku, szczególnie w takim miejscu, gdzie puszczano przede wszystkim programy grzeczne, spokojne. Starał się brzmieć spokojnie, byleby dzieciaka nie wkurzać. Widywał go często, możliwe, że nawet kiedyś podawał mu leki. Choć jego zajęciem były terapie, niezbyt przejmował się pacjentami, znaczy się, ich imionami i innymi bzdetami tego typu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Adrien "Gottago" Marshal



Liczba postów : 4
Join date : 12/12/2014
Skąd : Z januszowni

PisanieTemat: Re: Salon    Pią Gru 26, 2014 12:37 am

Zatrzymał wzrok nieco na dłużej na doktorku niż powinien, fakt. Przyciągnął tym niepotrzebnie na siebie uwagę. Ten to zauważył. Zauważył, że ten się ruszył ze stolika i szedł w jego stronę. Rozluźnił ucisk na oparciu kanapy całkowicie, kładąc tą rękę sobie na kolano. Wkrótce noga zaczęła nerwowo drgać, co było jego odruchem albo nerwowym albo było to objawem niespokojnych nóg, cholera wie czego ogólnie. Nie spuszczał oczu z pana Oliviera. Spoglądał na niego z dołu, przegryzając od wewnątrz policzki. No i padły z jego strony pierwsze słowa. Zmarszczył brwi, nieznacznie, ale zmarszczył. Czemu miał wrażenie, że odnosił się do niego jak do jakiegoś debila? Był przewrażliwiony? albo po prostu trudno tu nie być przewrażliwionym. Wziął głęboki wdech, a potem ciężko wypuścił powietrze.
- Przecież nic nie niszczę. - odpowiedział w końcu nerwowym tonem. Jego noga wciąż drgała. Czemu doktorek sobie po prostu nie pójdzie i nie da mu spokoju? - Nagrać? - powtórzył za nim. - Niby co. - prychnął. Jeszcze jakiś czas temu miał pewnie filmy, które chciałby obejrzeć, tak teraz jest obrażony na świat i nie widzi w niczym sensu, więc po co mu filmy.
- Pan pójdzie obserwować innych świrów, ja sobie pooglądam te bzdety w telewizji. - wzruszył ramionami, starając się przybrać beznamiętną minę, choć jego głos miał ton nerwowy jak i wyraz twarzy. Przełączył telewizję na inny kanał, choć nie było ich wiele. Trafił na bajeczkę dla dzieci. Barney i Przyjaciele. Odruchowo oparł się łokciem o oparcie kanapy, a dłonią przetarł twarz w tym chwilowym załamaniu. Przykrył dłonią oczy i przez chwilę nie odkrywał ich, trzymając w ręku pilota i oddychając głęboko. Chciał stąd zwyczajnie spierdolić. Już. Teraz. Natychmiast. Powinien się był przyzwyczaić do tego miejsca, ale... Nie był w stanie. Wszystko, dosłownie wszystko tutaj przyprawiało go o obrzydzenie i wzbudzało u niego dziwną, wewnętrzną agresję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Oliver Collins



Liczba postów : 7
Join date : 10/12/2014

PisanieTemat: Re: Salon    Pią Gru 26, 2014 7:33 pm

Jakoś nie przejął się nerwowością chłopaka, choć była bardzo widoczna i wyczuwalna. Znieczulił się na to, jak i na wiele innych rzeczy. W pewnym sensie wyznawał mamtowdupizm, który był bardzo dobrą filozofią dla każdego, no i każdy powinien raz na jakiś czas, o ile nie zawsze, praktykować. Oliver uniósł jedynie brew w reakcji na zachowanie dzieciaka.
- Jeszcze nie niszczysz, ale odradzam próby. - Powiedział z jakże powalającym entuzjazmem w głosie. Nie miał zamiaru bawić się w załatwianie nowego pilota, bo jakiś smarkacz postanowił wyżyć się na nim i na ten przykład rzucić nim o ścianę, albo cokolwiek. Jak na złość, Oliver postanowił usiąść przy tym dzieciaku na kanapie. Nie opierał się o nic, po prostu siedział. I tak wkrótce pójdzie gdzieś indziej.
- Nie wiem, nie mam pojęcia. Raczej dokumenty cię nie interesują. - Zerknął na telewizor i na bajkę, która w nim leciała. Kąciki jego ust nieznacznie uniosły się. Jego wzrok skupiał się na tym, co działo się na ekranie, więc nie wiedział, co dzieje się naokoło. Gdy znów spojrzał na chłopaka, nie zdziwił się nawet, pacjenci miewali przecież zmienne nastroje.
- Dostajesz dobre dawki? Czujesz się źle? - Doktorek Oliver znowu w akcji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Adrien "Gottago" Marshal



Liczba postów : 4
Join date : 12/12/2014
Skąd : Z januszowni

PisanieTemat: Re: Salon    Sob Gru 27, 2014 9:44 pm

Chłopaka irytowało wszystko wokół. Wliczało się w to między innymi spokojne podejście doktorka, który w dodatku postanowił obok niego siąść. Jeśli tak bardzo chciał, by pilot nie został zepsuty, to czemu nie spełnił jego prośby i sobie nie poszedł. Na twarzy Adriana cały czas widniał pewien grymas. Nie próbował jednak niszczyć pilota, póki co. Nie zależało mu na zwróceniu na siebie uwagi, ale jeśli zdenerwuje się porządniej... To już nie będzie od niego zależeć.
- Nie interesują. - potwierdził jego domniemania nieentuzjastycznym tonem. Nie chciał prowadzić pogawędek, bo się bał otworzyć się przed kimkolwiek, a przede wszystkim przed tym doktorkiem. No bo... Po co? Co go to mogło obchodzić, co Adrian lubił. Odwrócił wzrok od doktorka, wlepiając wzrok w bajkę. Mimo że to nie było coś, co chciał oglądać, nie przełączał tego. Przez chwilę zaczął sobie przypominać dzieciństwo. Nieco złagodniał. Z tego chwilowego zamyślenia wyrwał go głos mężczyzny, spojrzał na niego. Pytanie o dawki... O samopoczucie... Uśmiechnął się ironicznie i odwrócił wzrok na telewizję.
- Nie, skąd... Czuję się dobrze, będąc tutaj. Czuję się dobrze, będąc otoczony przez tych ludzi. Czuję się dobrze z zaburzeniami osobowości i jeszcze lepiej z napadami agresji. - mówił to beznamiętnym tonem, choć uśmiech z jego twarzy nie schodził. - A dawki ustalacie wy. - podsumował ze wzruszeniem ramion, krzywiąc się marudnie. Chciał sprawiać wrażenie, że nic go nie obchodziło, ostatecznie i tak paplał po wpływem złości i mówił niemiłe słowa w stronę doktorka.
- Minusem psychiatryka jest to, że nie ma lekarstwa na ból egzystencjalny... - dodał tylko ciszej bardziej do samego siebie niż w stronę obok siedzącego lekarza. Ścisnął w ręku ponownie pilot i przełączył na inny kanał.


Ostatnio zmieniony przez Adrien "Gottago" Marshal dnia Pią Sty 09, 2015 8:43 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Oliver Collins



Liczba postów : 7
Join date : 10/12/2014

PisanieTemat: Re: Salon    Sro Gru 31, 2014 2:55 pm

Mężczyzna obserwował go ukradkiem, co by nie było, że go nie obchodzą pacjenci. Skinął głową na jego słowa i sam wlepił wzrok w niekoniecznie mądrą bajeczkę. Była... beztroska. Bohaterowie bez smutku, którzy chętnie spędzali ze sobą czas i pomagali sobie nawzajem. Cicho westchnął, po czym, gdy dzieciak zaczął znów mówić, uraczył go spojrzeniem.
- Rozumiem. - Odparł krótko, ale to wyrażało zupełnie wszystko. Rozumiał, o co mu chodziło, rozumiał, że nie chciał tu być, rozumiał, że mógł tu cierpieć.
- Nikt z nas nie mógł przewidzieć tego, co się stało. I nikt z nas nie chce tu być. - Pokręcił głową, przy czym cicho, ironicznie zaśmiał się. - Wszyscy jesteśmy tu więźniami.
- Ustalam ja. Muszę wiedzieć, czy są odpowiednie. - Sprostował. Uniósł brwi słysząc słowa o leku na ból egzystencji. Tak, jemu też by się to przydało. Bardzo. Chciałby dostać taki lek, choć i jego by przedawkował.
- Wyszedłby bardzo szybko. - Odparł równie cicho.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Salon    

Powrót do góry Go down
 
Salon
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Mały salon
» Główny Salon
» Pokój Dzienny - Salon II - Parter
» Salon z kuchnią
» Studio Piercingu i Tatuażu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Mayberry's Asylum :: Ośrodek Mayberry :: Piętro I-
Skocz do: